Miliarderzy po śmierci
Amerykański showbiznes nie od dziś żeruje na ludzkiej tragedii i potrafi wypromować postaci, które już dawno pożegnały się z ludzkim światem. Magazyn Forbes opublikował niedawno listę z nazwiskami najbogatszych, już nieżyjących gwiazd. Te z kolei dorobiły się swoich fortun dopiero po śmierci, kiedy sygnowane ich inicjałami produkty zyskiwały niebywałą sprzedaż.
Listę najbogatszych otwiera Yves Saint Laurent, który w wieku niespełna siedemnastu lat przybył do Paryża, by pokazać mistrzom swoje pierwsze rysunki. Młody chłopiec odniósł swój pierwszy sukces, wygrywając konkurs organizowany przez Woolmark. Jego sukienka koktajlowa podbiła serca jury, a redaktor naczelna Vouge zorganizowała spotkanie między nim a Christianem Diorem. Spotkanie zaowocowało zatrudnieniem Laurenta w najsłynniejszym domu mody we Francji, gdzie ten pracował przez wiele lat, a w 1957 roku, po śmierci Diora uchronił firmę przed bankructwem.
Laurent odnosił liczne sukcesy i stanął u samego szczytu kariery, gdy otrzymał powołanie do wojska w związku z trwającą ówcześnie wojną francusko-algierską. Dyktator mody stanął w szeregach armii i wkrótce potem doznał załamania nerwowego. Laurent był homoseksualistą, co spotkało się z dezaprobatą ze strony jego współtowarzyszy. Niedługo po tych zdarzeniach YSL trafił do szpitala psychiatrycznego, gdzie poddano go terapii elektrowstrząsowej, która miała wywołać metamorfozę i zamienić młodzieńca w heteroseksualistę.
Saint-Laurent powrócił ze szpitala i założył własny dom mody. Pieniądze na rozkręcenie biznesu dostał od ówczesnego partnera – Pierr`a Berge. Od tej pory łączyły ich nie tylko zażyłe stosunki osobiste, bowiem Pierre przez wiele lat zajmował się finansami i sferą organizacyjną w firmie. W latach siedemdziesiątych wspólnicy odnosili niebywałe sukcesy. YSL zaprojektował pierwsze skórzane kurtki, wysokie buty, tweedowe marynarki, a nawet ubrał jedną z modelek w smoking, by przełamać istniejące trendy. Laurent stał się przewodnikiem w świecie mody minionej epoki. Wiedział, czego oczekują jego potencjalni klienci, więc projektował i sprzedawał ubrania spełniające ich potrzeby.
Laurent zrezygnował z prowadzenia spółki w 2002 roku, a swoje udziały kilka lat wcześniej sprzedał Sanofi – firmie farmaceutycznej. Ta z kolei odsprzedała markę grupie Gucii, która zatrudniała najlepszych projektantów mody, by utrzymać popularność firmy YSL.
Yves Saint Laurent zmarł w ubiegłym roku w Paryżu. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w kościele św. Rocha, a towarzyszyli im prezydent Francji – Nicholas Sarkozy z małżonką i znani projektanci mody, w tym Jean-Paul Gaultier i Christian Lacroix.
Znany projektant mody dorobił się fortuny dopiero po swojej śmierci. W niecały rok, kwota ze sprzedaży jego ubrań wzrosła do 350 milionów, co stawia go na pierwszym miejscu listy stworzonej przez magazyn Forbes.
Drugie miejsce zajmują Richard Rodgers i Oscar Hammersteinem. Obaj byli muzykami. Pierwszy z nich to znany amerykański kompozytor, który nawiązywał współpracę w wieloma wybitnymi artystami. Rogers jest autorem 900 piosenek i 40 musicali, które znają i śpiewają Amerykanie od wielu pokoleń.
Rogers pochodził z żydowskiej rodziny i już w wieku sześciu lat uczył się grać na pianinie. Nikt wówczas nie spodziewał się, że mały chłopiec stanie się wielkim i znanym kompozytorem. Jego muzyczna przygoda zaczęła się w 1919 roku, kiedy nawiązał współpracę z Lorenzem Hartem. Wspólnie stworzyli utwór “Any Old Place with You” i po oszałamiającym sukcesie zaczęli pisać musicale. Wśród najpopularniejszych znajdują się: Poor Little Ritz Girs, The Girl Friend czy Connecticut Yankee.
W 1935 roku Rodgers przeniósł się na Broadway, gdzie komponował musicale. W 1943 roku zmarł Lorenz Hart, którego zastąpił Oscar Hammersteinem. Panowie zabłysnęli premierą “Oklahoma!” i zdecydowali się na wzajemną współpracę. Wspólnie skomponowali “Carousel”, “South Pacific” czy “The Sound Of Music”.
Ich różne dzieła zdobyły 15 Oskarów, 2 nagrody Pulitzera i 35 nagród Tony Awards.
Na swych kontach zgromadzili ponad 235 milionów dolarów, a pieniędzy byłoby pewnie znacznie więcej, gdyby nie śmierć Hammersteinema w 1960 roku.
Lista dziennikarzy Forbes wzbogaci się niedługo o kolejnego miliardera – Michaela Jacksona, który najprawdopodobniej wyprzedzi Laurenta i zajmie pierwszą pozycję w rankingu. Muzyk urodził się w 1958 roku w USA i już od dziecka wykazywał ogromny talent taneczno-wokalny. Jeden z najbardziej popularnych wizerunków popkultury od lat budził wiele kontrowersji i zyskiwał sobie miliony fanów. Dziś prawie każdy zna jego nazwisko i wielu ubolewało z powodu jego śmierci.
Michael Jackson rozpoczął karierę muzyczną, gdy skończył siedem lat. Wówczas wspólnie z braćmi współtworzył zespól Jackson 5. Pierwszy album “Got to Be There” ukazał się w 1971 roku i już wkrótce stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych krążków w USA. Król Popu rozpoczął karierę solową w 1979 roku, a w latach dziewięćdziesiątych zdominował amerykański rynek muzyczny. Jego największym dokonaniem muzycznym było rewolucyjne podejście do kręcenia teledysków. Był pierwszym czarnoskórym wokalistą, którego pokochały tłumy. Szybko zatem uzyskał poparcie MTV, popularyzującej tworzone przez Jacksona klipy.
Michael Jackson zdobył 13 statuetek Grammy, a trzynaście z jego singli królowało na listach przebojów w Stanach Zjednoczonych. W 2006 roku rzeczniczka prasowa piosenkarza ogłosiła, że Jackson sprzedał ponad 750 mln płyt na świecie. Dzisiejsze statystyki weryfikują te dane, a specjaliści twierdzą, że Michael sprzedał 250 mln albumów, 150 mln singli oraz 15 mln plików muzycznych, co czyni jego twórczość jedną z najbardziej popularnych na całej kuli ziemskiej.
Od swojej śmierci w czerwcu tego roku Jackson powiększył majątek o kolejne 90 mln dolarów i nic nie wskazuje na to, że zainteresowanie twórczością piosenkarza będzie mniejsze. Media i wytwórnie muzyczne wciąż zarabiają na śmierci muzyka. W sklepach można zakupić gadżety popularyzujące wizerunek Jacksona, powstał film o jego twórczości, a niedługo na rynku pojawi się płyta z jego najnowszymi przebojami.
Kolejnym artystą widniejącym w rankingu Forbesa jest Elvis Presley, na którego koncie znalazło się aż 55 milionów dolarów. Piosenkarz urodził się w Stanach Zjednoczonych i od dzieciństwa śpiewał w kościelnym chórze. W 1954 roku zaniósł do wytwórni Sun Records swój pierwszy singiel “That`s All Right Mama”, który stał się przebojem w lokalnym radio. W 1955 roku, na jednym z jego koncertów, pojawił się Tom Parker, który widząc wzrastające zainteresowanie twórczością Presley`a podpisał z nim kontrakt. Elvis przeniósł się więc do wytwórni RCA i piosenką “Heartbreak Hotel” podbił serca słuchaczy. Już w 1956 roku nadano muzykowi pseudonim “króla rock and rolla”, z którym nie rozstał się do końca kariery muzycznej.
W 1958 roku Elvisa powołano do wojska, ale dwa lata służby nie odbiły się negatywnie na jego twórczości, wręcz przeciwnie. Dwuletnia nieobecność przysporzyła mu sporej popularności, a konserwatywna część społeczeństwa przekonała się do jego muzyki. Presley wrócił z armii i wielu producentów zabijało się o niego, chcąc zaangażować w tworzonych przez siebie filmach. Piosenkarz kontynuował swoją karierę na wielkim ekranie i występował dla coraz większego grona odbiorców.
Presley stał się ikoną już za życia, pozostawiając po sobie wartościowy dorobek muzyczny. Jego utwory zawierały elementy bluesa, rocka, country, pop czy gospel, co czyniło je oryginalnymi i uniwersalnym zarazem. Jego osobowość i popularność budziły podziw, zazdrość, ale i szacunek u wielu wybitnych Amerykanów. Muzyk przez wiele lat przyjaźnił się z Sinatrą, Cher czy The Beatles.
Król rock and rolla zmarł w 1977 roku na zawał serca. Od lat był uzależniony od środków pobudzających i przeciwbólowych. Gustował też w tłustych posiłkach, co tylko pogłębiało jego problemy z wydolnością serca. Wielu fanów nie mogło pogodzić się z śmiercią i sądziło, że to mistyfikacja stworzona na potrzeby showbiznesu. Jedna z wersji głosi, że to nie Elvis, a jego brat bliźniak został skremowany. Kolejna z hipotez każe twierdzić, że spłonęła figura woskowa piosenkarza, a nie on sam. Obecnie temat jego śmierci nie budzi już tylu kontrowersji, a wiele bliskich mu osób rozwiewa wątpliwości dotyczące jego zgonu.
Ranking stworzony przez Forbesa pokazuje, że przemysł rozrywkowy i jego współtwórcy zarabiają dzięki nagłym zwrotom wydarzeń. Zarówno śmierć króla popu jak i króla rock and rolla sprawiły, że fani na nowo zaczęli interesować się ich twórczością. Zakup płyt czy gadżetów powiększa majątek producentów i napędza tym samym showbiznes. Tragedie stanowią pożywkę dla mediów, które potrafią z każdego wydarzenia uczynić widowisko.
- Elvis Presley
- Michael Jackson
- Richard Rodgers i Oscar Hammersteinem
- Yves Saint Laurent



